Studencka kuchnia

Między środowiskami akademickimi krąży wiele słynny legend czy plotek, najsłynniejsza to chyba ta z tak zwaną „misją na Marsa”, ale istnieją też bardziej prawdopodobne przekazywane z pokolenia na pokolenie sposoby radzenia sobie w trudnych czasach studenckich. Mam tu na myśli słynne głodowanie żaków, czyli jak odżywia się przyszła elita narodu. Jednym z najbardziej znanych dań, które swoją historią okrążyło niemal całą Polskę jest tak zwana kanapka z serem. Niby nic niezwykłego? Nie, ta kuchnia jest wyjątkowa, bo składnikami tej potrawy są : chleb i keczup. Tak, keczup, którym piszemy po chlebie napis „ser”. Dobrym sposobem na studenckie przetrwanie w ciężkich warunkach są parówki gotowane… w czajniku bezprzewodowym. Równie znana jest w tych kręgach jajecznica, ale nie taka zwykła, lecz składająca się z najtańszych… chipsów! Uwierzcie mi, studenci tak jedzą. Przy okazji jajecznicy krąży też pewien dowcip z przepisem na właśnie tę potrawę po studencku, a brzmi „otwórz lodówkę, podrap się po jajkach, zamknij lodówkę” – może i dość wulgarny, ale bardzo dobrze odzwierciedla nawyki żywieniowe (albo ich brak) u studentów. Co zatem jeśli już jedzą nasi pogrążeni w otchłaniach nauki bracia? To co najszybsze i najtańsze. Czyli przede wszystkim różne wariacje zupek chiński – na przykład z dodanym „własnym” makaronem czy inne puszki typu pasztety czy konserwy, a także wspomniane wcześniej parówki. Oczywiście te tanie, kupowane w hurtowej ilości. W przypływie gotówki (stypendium, przelew od rodziców) , a właściwie w pierwszych ich dniach student wybiera się „zjeść na mieście”, najczęściej jednak decyduje się na – z przyzwyczajenia – tanie bułki z frytkami czy fryt burgery.

Leave a Reply